środa, 21 stycznia 2015

Rozdział I ,, Jest... Michał"

Dzisiaj był cudowny dzień. Wstałam rano z bólem. Ubrałam się i uczesałam. Pomalowałam moje usta pomadką. Wyszłam z pokoju i pomaszerowałam do stołu gdzie stało moje śniadanie. Zjadłam i wyszłam do szkoły. Pogadałam chwilkę z ,,koleżanką z przystanku" i nadjechał autobus już zapełniony dziećmi w tym moja kumpela Wiki. W drodze do szkoły gadałam z nią i ,, kolegą od orenrzadek" (orenrzadki- jemy na sucho nie wsypując do wody. Wszyscy w klasie je uwielbiają) Zielakiem. Nasza rozmowa toczyła się ślimaczym tempem tak jak autobus. Kiedy wreszcie dojechaliśmy do szkoły wepchnęłam się w naszą małą szatnie i odwiesiłam kurtkę.
Dzień toczył się spokojnie. Damian jak zwykle denerwował dziewczyny. Po obiedzie szłam z Wiki przez hol rozmawiając o Michale i doznałam szoku...
- [...] jest...- spojrzałam w stronę świetlicy i kto tam siedział? No kto?- Michał? Ej Wiki Michał jest w szkole. No zobacz jest w szkole!
Oby dwie byłyśmy w szoku. Czułam się jakby ktoś mnie mocno trzepną w łeb. Zapatrzona na obrazek siedzącego obok Mateusza Michała stałam. Czekałam przy okienku aż zjedzą obiad. Kiedy wreszcie skończyli od razu pobiegłam do Michała żeby wytłumaczył mi tą sytuacje, bo przecież ja myślałam, że M jest w szpitalu, bo ma przeszczep trzustki.
- Jak to się stało?- spojrzałam na niego pytająco.
- Udało mi się ogarnąć sprawy. - powiedział pewny siebie.
A Mateusz stał obok i rozglądał się na około a ja wpatrzona w Michała i Michał we mnie staliśmy na środku korytarza. Potem do naszej konwencji dołączyła Julka i Dzesika. Wszyscy byliśmy w szoku.
Potem muzyka, matma i na koniec test zaległy z matmy jak skończę test z Agatą mamy iść na dodatkowy angol. Lecz na matmie wpadłam na genialny pomysł żeby urwać się z lekcji. Po to by obrzucić chłopaków świeżo napadanym śniegiem. Więc napisałyśmy i wyszłyśmy z sali fizycznej biegiem do szatni. Przebrałyśmy buty i ubrałyśmy kurtki. A ponieważ było jeszcze wcześnie, 20 min do dzwonka wyruszyłam z Agatą na poszukiwania moich butów, które zostawiłam w szatni miesiąc temu (przy okazji ;-) ). Potem kiedy je znalazłam wkładałam je do plecaka. W tym czasie obok nas pojawił się Zander, Ola, Patrycja i jak na złość Ksawery, który naskarżył panu Pawłowi, że zamiast przyjść do niego na lekcje to siedzimy w szatni. Ściągnęłyśmy kurtki i pobiegłyśmy do sali gdzie odbywał się dodatkowy angielski. Wytłumaczyłyśmy się tym, że szukałyśmy moich butów co w połowie było prawdą. Pan się zaczął śmiać a my zajęłyśmy nasze miejsca. Było mi głupio , że wkręciłam w to Agatę. Po lekcji zaczęła się wojna na śnieżki. Potem przybiegł do nas Michał a ja się bałam, że wrzuci mnie w śnieg a dziewczyny zaczęły go obsypywać śniegiem. On zaczął wyjaśniać, że nie przyszedł żeby mnie wrzucić w śnieg a Mateusz ma taki zamiar.
- No, ale ty mnie trochę broń jak coś.- odrzekłam z fochem. On nic na to nie odpowiedział tylko się zaśmiał. Potem dostałam kilka razy od Mateusza, który dołączył do naszej zabawy. To było super kiedy całą szkoła biegała po dworze z uśmiechem na ustach i śniegiem na kurtkach. Czuliśmy się tacy wolni!
Gdy wróciłam do domu przez okno wołał do mnie tata, że nie można wchodzić do domu, bo cekolują na przedpokoju i jest biało i pełno kurzu. Wzięłam od niego kluczyki od samochodu i wsiadłam do auta. Przekręciłam klucz w stacyjce i włączyłam ogrzewanie. W takim mrozie biwakować w samochodzie bez jedzenia, bez picia i bez Facebooka? Straszne! Nigdy więcej nie zgadzać się na remont w domu!
Chwilę po tym jak wróciłam ze szkoły napisał do mnie Mateusz, że niby ja błagałam Michała żeby do mnie wrócił. Staarsznie mnie to zdenerwowało! Ale na szczęście wszystko się wyjaśniło i okazało się, że to nie prawda.
~~~~~~~~
Siemka
To I rozdział mam nadzieje, że się podobał :-) No proste, że tak.
Hehe.
Czytasz= komentujesz

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz