piątek, 20 marca 2015

Rozdział XXIX ,, Moje najpiękniejsze dwa dni w życiu"

Łał!!!! W tym tygodniu przeżyłam swoje najpiękniejsze dwa dni. A właściwie dwie chwile, dwa pocałunki i sens życia...

Chwila 1. Dzień 1.
Miałam już wchodzić do autobusu i jechać do domu. Damian jak to zwykle poszedł mnie odprowadzić. Co chwile mnie zatrzymywał i błagał żebym została na świetlicy razem z nim.
- No, ale musisz jechać? - ciągnął mnie za rękę w stronę szkoły jak to zwykle robią dzieci.- Zostań ze mną. Proszę... Nie idź!
 Z góry widać, że nie lubi się ze mną rozstawać. I to bardzo urocze. Chciałam zostać, ale... po prostu skończyły mi się wymówki, bo pani ze świetlicy nie lubi kiedy zostajemy.
 No, ale w końcu, po dłuuuuugich namowach przekonał mnie i zostałam. Dziwnie to wyglądało, bo kiedy wszyscy wychodzili wykończeni ze szkoły, ja uradowana, z ,,bananem" na twarzy wchodziłam do niej. Weszłam do świetlicy i wyciągnęłam ręce do Marty.
- Jestem. - powiedziałam do niej. Na jej twarzy pojawił się uśmiech i jednocześnie zdziwienie. Nie dziwie się. Tak, wiem. Jestem nieprzewidywalna! W trójkę usiedliśmy się na krzesłach w koncie klasy. Kolejno: Damian, Ja, Marta. Ciągle gadaliśmy i rzucaliśmy chusteczkami Marty. Następnie ja i Damian siedzieliśmy przytuleni do siebie. Tak jak to Marta nazwała, że ja niby na nim leże. Szczerze? Załamała mnie... No, ale w każdym razie. W pewnym momencie Damian wstał i szedł w stronę plecaka. Marta miała wtedy na nas focha, bo Damian śpiewał mi taką piosenkę o Marcie i ona się obraziła. No i poszedł po ten plecak. Lecz go nie wziął tylko wyszedł przez drzwi.
- Ja już idę, chyba wiesz?- mówił ciągle. Szliśmy tak przez cały korytarz a ja go zatrzymywałam. Nagle powiedział coś co po raz kolejny dało mi do zrozumienia, że dałam się nabrać. - A wiesz, że specjalnie powiedziałem, że już idę abyś ze mną wyszła? Bo w końcu ci coś obiecałem...
A no tak! W poniedziałek mi obiecał, że mnie pocałuje. To wszystko wyjaśnia!
- Aaaa! No to bardzo mi się to podoba!- powiedziałam lekko uwodzicielskim głosem. Wybiegliśmy po wielkich schodach ze szkoły, pobiegliśmy pod oknami każdej klasy, aż w końcu dobiegliśmy na stadion. Baaardzo lubiłam to miejsce. Tam na boisku znajdowała się taka mała altanka.Słońce pięknie świeciło, powiewał leciutki wiatr. Weszłam do altanki, oparłam się łokciami o ramę. Damian zrobił to samo. Popatrzeliśmy sobie w oczy. Zaśmialiśmy się. I znowu. Uśmiechnęłam się do niego. I znowu się na siebie spojrzeliśmy, zbliżyliśmy się do siebie i pocałowaliśmy się. Czułam się tak cudownie! W brzuchu motylki goniły się w berka, kolana miękły, a ja i Damian nadal w pocałunku. Kiedy skończyliśmy byłam szczęśliwa, że mam przy sobie kogoś takiego.
- Kocham cię, wiesz?- zapytałam szybko. Obejmował moje ramię głaszcząc moje włosy.
- Wiem i ja ciebie też.- powiedział i pocałował mnie w sam czubek głowy. Spojrzeliśmy na siebie i pocałunek i tak kilka razy... Niestety za 5 min miał już być dzwonek i musieliśmy już iść. Nie chciałam z tamtąt odchodzić. Czułam, że to miejsce ma siłę! Przez całą drogę szliśmy za rękę. Byłam pewna, że nic nas już nie rozdzieli! Zbyt mocno go kochałam!
 Potem weszliśmy do szkoły. Rzuciłam mu się na szyje. Miałam już iść po plecak więc trzeba było się porzegnać. Ale nie spodziewałam się czegoś takiego. Pocałował mnie tam i na dodatek wszedł na to wszystko Marcin (była już kiedyś o nim mowa). Obiecał że nikomu nie powie. Potem oddaliliśmy się od siebie.
 W autobusie byłam tak zamyślona i myślałam o tym pocałunku, że aż z takiego czego do układania ułożyłam serduszko. Ani ja ani Marta się do siebie nie odzywałyśmy. Nie mogłam wymazać z głowy tego obrazu! Serio!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz