niedziela, 1 lutego 2015

Rozdział VII ,, Spokojny niedzielny dzień"

Jaaaa... Oj, tak! Jak ja kocham te niedzielne poranki, kiedy nigdzie nie muszę się śpieszyć, mogę leżeć cały dzień i nic nie robić. Wtedy włączam słuchawki, wkładam je do uszu i wsłuchuje się w piękny przekaz Hozier'a. Marzenie... Potem wstaje, jem śniadanie, ubieram się, włączam kompa, gadam przez telefon, spotykam się z Zielakiem u mnie przed domem i organizujemy bitwę na śnieżki, gadamy, śmiejemy się. A potem do kompa i pisze post na bloga. Opisuje krótko i na temat wpis. Potem krótki trening, ćwiczenia, próby tańca, próba śpiewu. Potem obiad. Jemy, jemy... Później komp, gadanie przez telefon. Chwila dla siebie. TV, malowanie paznokci, muzyka. Potem szykuje sobie ubrania na następny dzień. I prysznic, suszenie włosów, kremowanie, czytanie i lu lu... W kimono.
I tak też zleciała mi dzisiejsza niedziela. Wzięłam ostatnią tabletkę na chore gardło i poszłam na górę do mojego remontowanego pokoju. Lubię w nim przesiadywać mimo że jest tam teraz pełno cekolu, kurzu i brudu a i tak kocham ten pokój. Moje stare różowe ściany malowane kiedy miałam 7 lat. Jaaa cię... jak to było dawno. Wtedy wprowadzaliśmy się do tego domu. Nowa szkoła, nowi ludzie, nowy dom... wtedy to wszystko przerastało mnie, małą dziewczynkę. Teraz jestem już większa, jestem nastolatką. Mam swoje pasje, zainteresowania. Mam moich przyjaciół i nie mylę tak jak gdy miałam 7 lat Dzesiki, Oli i Alicji. Teraz to moje kumpele. Mam chłopaka. Wszystko jest teraz idealne. Czuje się jakbym wchodziła w świat dorosłości... mimo że mam dopiero 14 lat. Haha... to takie dziwne.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz