czwartek, 12 lutego 2015

Rozdział XIII ,, Ja nie chce tu zostać!"

Dziś nie był za szczęśliwy dzień. Obudziłam się o 6:45, bo strasznie bolał mnie brzuch. Wzięłam NO-SPE, witaminy i poszłam dalej spać. Obudziłam się coś po 9. Brzuch strasznie bolał. Moi rodzice musieli jechać po meble więc ja zostałam. Usiadłam do internetu i poczytałam trochę o wyrostku. Najpierw nie wierzyła, że to może być to, ale potem się przeraziłam: Wszystko pasowało do tego, że to wyrostek. Przyczyny, skutki... Po prostu WSZYSTKO. Nie byłam zachwycona. Godzinę zanim przyjechali moi rodzice zaczął mnie jeszcze bardziej boleć brzuch. Myślałam, że oszaleje. Przyjechali rodzice więc opowiedziałam im o tym co się naczytałam. ,, Ja myślę, że to nie to" Powtarzał tata, ale chyba tylko po to aby mnie uspokoić. Byłam przerażona, blada i zginałam się z bólu.
- Dobra! Nie ma na co czekać! Jedziemy do lekarza!- powiedział tata. Oj, nie nie nie!!! Ja nie chce jechać do lekarza!
- Ale... Mi już lepiej!- powiedziałam zacinając się i zginając z bólu. Mama chwyciła za telefon i zadzwoniła do lekarza. Mieliśmy przyjechać za pół godziny. Szybko się ubrałam, uczesałam, nałożyłam podkład i pojechaliśmy.
Jechaliśmy sporo czasu. Dłużyło mi się strasznie. Siedziałam z tyłu zwinięta w kłębek z bólu. Wreszcie! Dojechaliśmy! Weszliśmy do lekarza a tam jak zwykle, w najmniej komfortowym dla mnie momencie siedział jeden chłopak z naszej klasy- Patryk. Lepszego momentu nie mógł se znaleźć, tylko wtedy jak ja zwijam się na krześle przed gabinetem i mam bek na końcu nosa. Życie...
Szybko lekarz nas przyjął. A na szczęście to była lekarka. Kazała mi się położyć. Ugniatała mi brzuch i jednym momencie strasznie zabolało, to była sekunda. Dała nam skierowanie do szpitala. Pogadała, pogadała a ja siedziałam, ryczałam wnet. Jak to do szpitala? Ja nie chce! Wyszliśmy z gabinetu i poszliśmy do samochodu gdzie czekał na mnie tata. Wsiadłam do samochodu i się rozpłakałam. A wręcz łkałam. A co jak okaże się, że to wyrostek? A co jak będę musiała zostać na noc w szpitalu? Napisałam Agacie o tym i poprosiłam aby przekazała Michałowi, że idę do szpitala. Przekazała.
Wreszcie dojechaliśmy do szpitala. Weszliśmy. Bałam się jak cholera. Szliśmy przez długi ponury korytarz. Po nim chodziło tylko kilku lekarzy, pierengniarki i jacyś ludzie. Było cicho, smutno... Jakiś lekarz wszedł przez wielkie drzwi, które prowadziły do jakiś sal. Przez szparę widziałam jakieś łóżka, pokoje, kroplówkę... O maj gades!!!! Boje się... Podeszliśmy do recepcji, jakiś starszy facet poprowadził nas do gabinetu nr 1. Wpuścili nas tam wreszcie... Kolejny lekarz ugniatał brzuch. Wysłał mnie na badania. Pobrali mi krew, USG... A tu okazało się, że jednak nie mam wyrostka. Co bardzo mnie cieszyło!!!
Jak weszliśmy do samochodu wyciągnęłam telefon a tam nowa wiadomość od Michała.
,, Czy to prawda,że jesteś w szpitalu?'' Łał, szok! Nawet się przejął. Potem dodał: ,, Martwię się". Ooooo! Jakie to słodkie! Odpisałam, że wszystko ok. Pogadaliśmy, gadaliśmy...
Jechaliśmy przez las... Było ciemno! Ja zapatrzona w komórkę. Nagle: Pisk opon, gwałtowne zatrzymanie, słychać było zbicie szkła...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz